13 grudnia 2013

Krótki post o ptakach


                Jakiś czas temu trafiłam na wspaniały film autorstwa Dawida Ciemięgi. Niezwykle wzruszający, chwytający za serce, dający wiarę w ludzi. Bez zbędnych wstępów – zapraszam do obejrzenia.





             
                Ptaki, z powodu swojego niesamowitego życia w wymiarze zarówno lądowym, ale przede wszystkim – powietrznym, są dla nas czasem zbyt odległe. Nie doceniamy ich natury, gdyż nie przebywają wobec nas na tyle blisko, abyśmy mogli je poznać. A poznać warto, bo to niesamowite stworzenia. Niestety z winy ludzi niejednokrotnie cierpią i są skazane na śmierć. Ludzka znieczulica w tym nie pomaga, dlatego warto jest mówić o tym jak i dlaczego ptakom należy pomagać.
                Temat jest mi o tyle bliski, że w sierpniu tego roku miałam możliwość krótkiego obcowania z ptakiem. Był to jerzyk (tak, ten sam, którego podziwiać możecie w moich dłoniach na zdjęciu na samej górze). To przecudne maleństwo zostało zwiane na ziemię w Trzęsaczu (dla tych, co nie wiedzą, miejscowość ma bardzo mocno osunięty klif) w bardzo wietrzny i zimny dzień. Szliśmy polną drogą wzdłuż klifu, kiedy zauważyłam, że po ziemi pełznie małe stworzenie, omijane przez turystów, trzęsące się z zimna i przerażenia. Nie znam się na ptakach i wiedziałam, że mogę zrobić więcej krzywdy niż pożytku. Nie wiedziałam co to za ptak, nie wiedziałam w jakim jest wieku, nie wiedziałam czy to normalne, że się czołga, nie wiedziałam czy jest pisklakiem i wypadł z gniazda – nic. Ale musiałam go wziąć, gdyż turystów było coraz więcej, również z psami, prawdopodobieństwo skrzywdzenia malucha rosło z każdą chwilą. Postanowiłam go wziąć na ręce, spróbować podrzucić i zmusić do lotu (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że właśnie jerzyki mają problem ze „startowaniem” z płaskich powierzchni), niestety nie udało się mu odlecieć. Zapakowałam go pod kurtkę, opatuliłam i czułam jak ten wtula się we mnie w poszukiwaniu ciepła. Wykonałam kilka telefonów do znajomych weterynarzy, biologów, zaczęliśmy też rozpytywać ludzi w poszukiwaniu pomocy, lecznicy weterynaryjnej – czegokolwiek. Okazało się, że sołtys miasta zna się na ptakach, ma gołębie, więc szybko udaliśmy się do niego. Od razu rozpoznał gatunek, fachowo obejrzał, kazał córkom nałapać much i poszedł umieścić go pod lampą. Serce mi się krajało, gdy go tam zostawiłam, jeszcze bardziej, gdy na drugi dzień znowu przyjechałam specjalnie do tej miejscowości i okazało się, że mimo wysiłków – nie przeżył. Wierzcie lub nie – do dzisiaj nie mogę zapomnieć o tym upierzonym maluchu, który tak gorączkowo szukał schronienia przy moim ciele. Oraz o tym, że nie potrafiłam mu pomóc, chociaż prawdopodobnie nic więcej w tamtym momencie zrobić nie mogłam. Od tamtej pory usilnie edukuję się w zakresie pomocy znalezionym dzikim zwierzętom.
                Zima to również szczególnie ciężki okres dla ptaków, więc bądź uważni, obserwujcie swoje otoczenie i nie bądźcie obojętni na widok osowiałego gołębia, wróbla czy wrony. Te zwierzęta muszą odnaleźć się w trudnym dla nich środowisku, które odebrali im ludzie – czyńmy swoją powinność – nie bądźmy obojętni!


Poniżej zostawiam Wam linki, gdzie szczegółowo jest opisane, co powinniśmy zrobić podczas spotkania się z różnego rodzaju sytuacjami:
Ratujmy Ptaki
Znalazłem ptaka - co robić?
Ptasi Azyl
Ptasie Ogrody
Towarzystwo Przyrodnicze "Bocian"

zdjęcie tytułowe, niezmiennie: Magdalena Reyman
film: Dawid Ciemięga

12 komentarzy:

  1. Do mnie ostatnio "przyczepiła" się wrona siwa :) Gdy wychodzę z psem na spacer, ona się pojawia i dopóki jej czegoś nie dam to tak lata za mną, ląduję i patrzy się na mnie i tak w kółko. Tak więc zawsze jakieś orzechy lub coś innego mam ze sobą.
    A zaczęło się od tego, że kiedyś zobaczyłam pod samochodem skuloną wronę właśnie i wracając wzięłam orzechy ze sobą żeby jej dać, ale niestety nie było już jej na miejscu. Ale po paru dniach pojawiła się ta co teraz mnie "nawiedza" (wydaję mi się, że to ta sama, ma charakterystyczne pióro) i tak karmię je co jakiś czas, bo to już nie jedna tylko stado się pojawia ;)
    Kiedyś na nasz parapet zawitał gołąb (jeszcze mieszkając w Irlandii). Okazało się, ze to hodowlany, miał obrączkę, skontaktowaliśmy się z właścicielem. Powiedział żeby go wypuścić w miejscu z dala od nas, tak zrobiliśmy, ale w tym samym dniu do nas wrócił. Dopiero po jakimś czasie sam stwierdził, że na niego pora, opuścił nas i odleciał. Po jakimś czasie zadzwonił właściciel, że do niego przyleciał :)
    Tym moim przydługim komentarzem dążę do tego, że ptaki darzę sympatią i nie potrafię przejść obok nich obojętnie, chociaż zdaję sobie sprawę, że nie zawsze wiem jak im pomóc :/
    Smuci mnie tylko, że coraz rzadziej i mniej widzę wróble, ale na szczęście nadal są z nami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To widzę nie tylko ja pałam uczuciami do skrzydlatych :) Warto zwracać na wróble właśnie uwagę w przestrzeni miejskiej, podowiadywać się trochę o rodzajach karmników (aby wejścia były dostatecznie małe, żeby wróbel nie stał się łatwym celem dla drapieżnika). Sama się ciągle edukuję :)
      Zazdroszczę nawiedzania sroki <3 wszystkie krukowate (a kruki to już całkiem) to mój taki no... bzik ;]

      Usuń
  2. W wakacje też znalazłam jerzyka w bardzo zimny i deszczowy dzień. Myślałam, ze wypadł z gniazda i nie wzięłam go od razu. Wieczorem postanowiłam go zabrać, bo chyba bym nie usnęła. Zapakowałyśmy go z córką do kartonika wyściełanego polarem. Znalazłam numer do fundacji ratującej jerzyki. Kazali poić go wodą z kropidełka i czekać do rana. pies i kot spali pod drzwiami pokoju, w którym ukryliśmy ptaka. Rano odetchnęłam, ponieważ żył :) Trochę się przeraziłam, bo z piór zaczęły wyłazić takie wielkie kleszcze (które oczywiście pozabijałam). Znalazłam kontakt do pogotowia dzikich zwierząt i po godzinie wolontariusz przyjechał po niego. Okazało się, że miał zwichnięte skrzydło, a te owady to nie kleszcze tylko piórojady lub coś takiego. Po kilku dniach został wyleczony i wypuszczony na wolność. Normalnie dumna byłam z siebie jak nigdy :) Do końca lata z sentymentem obserwowaliśmy z mężem i córeczką jerzyki, które śmigały nam przy parapecie. Pozdrawiam Sandra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. człowiek to się codziennie uczy, nie miałam pojęcia o piórojadach! Fajnie, że Twoja historia miała tak udane zakończenie :) mnie też od przygody z jerzykiem nie udaje się oderwać wzroku od tych ptaków :)
      Tylko Was naśladować! Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. oglądając takiego typu filmy/filmiki zawsze mam oczy pełne łez i tak mnie mega ściska cos w serduchu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie, cóż - to piękny film, prawda? :)

      Usuń
  4. ale fajny film. ja nawet nie potrafię przypomnieć sobie ile ptaków i innych zwierzątek wykarmiłam jak byłam młodsza. Pamiętam kawki, szpaki, wiewiórkę, sokoła, koty, jeże, sowę, zająca, dzikie kaczki, myszy polne i nawet wróble chyba też były. i jeszcze papuga ara późną jesienią się trafiła jak skończył się jarzębina. mieszkam przy lesie więc często po spacerach przynosiło się coś w kieszeni. ale zawsze pamiętam słowa taty, że co jest z lasu musi tam wrócić więc staraliśmy się nie oswajać żadnego zwierzątka. chyba tylko kaczki zostały z nami na dłużej. pamiętam że najgorsze były kotki, ich mama zdechła na drugi dzień po ich urodzeniu i trzeba było kupować mleko u weterynarza na początku, mieszać i karmić nawet w nocy co ileś tam czasu, ale z siostrami się wymieniałyśmy więc jakoś to leciało, na szczęście wszystkie 4 przeżyły i każde ma swój dom. pamiętam jeszcze jak w takim naprawdę zimnym deszczu szukałyśmy dżdżownic ale już nie pamiętam dlaczego ;-) fajnie się to wspomina a jaka radość była przy wypuszczaniu ;-) pamiętam jak wypuściliśmy parę kawek to do przez kilka sezonów kręciły się po naszym podwórku jak kogoś widziały ale nie podchodziły blisko. cieszę się że mam takich fajnych rodziców, którzy nie wyrzucali nas za drzwi z tym dobytkiem ;-) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudowni rodzice, pogratulować im :) U mnie również był zawsze zwierzyniec i również dom przy lesie ;) Niestety ilość udomowionych psów hasających w dzień na dworze skutecznie odstraszała leśną zwierzynę, może poza jeżami. O wykarmionym nowonarodzonym kotku już pisałam na blogu - była jedyna, więc serca nie miałyśmy jej oddać. Z gromadą łatwiej się rozstać, domy znalazłyśmy potem dla piątki porzuconych w rowie szczeniaków - bandę głodomorów ciężko było już od siebie odróżnić ;)

      Usuń
  5. continue with the the nice work on the site. Do like it! :p Could use some more frequent updates, but im sure that you got better or other things to do like we all have to do unfortunately.
    jeux facebook

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyjemnych Świąt i radosnego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję i nawzajem! Chociaż przed świętami coś tutaj jeszcze się dziać będzie - za kilka godzin nowa notka ;]

      Usuń
  7. some really interesting points you have written.
    jeux billard

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...