9 lutego 2014

DIY: Luźna wariacja na temat mycia twarzy

               Pokutuje przekonanie, iż wegańskie kosmetyki nietestowane na zwierzętach są albo drogie, albo trudno dostępne. W Polsce jest naprawdę bardzo dużo kosmetyków nietestowanych, w dodatku w dobrych cenach (polecam NoTest!). ALE, wiadomo, internety kuszą tym, co nieznane. Dzisiaj chamsko inspirujemy się firmą LUSH i robimy pastę w stylu Buche de Noel! No i obalamy mit ;)


                Lush to brytyjska firma produkująca ręcznie robione kosmetyki, czynnie zaangażowana w bojkot wiwisekcji. Ma świetny marketing, ciekawe produkty, ale ma dwa minusy – ceny oraz dostępność.
                Podczas ostatniej jednodniowej wycieczki do Berlina udało mi się trafić na poświąteczną wyprzedaż w Lush. Dzięki temu capnęłam świąteczne limitowanki za połowę ceny. Moją uwagę przykuł wówczas czyścik do twarzy, który absolutnie nie jest czymś niezbędnym w łazience, ale internety o nim trąbiły – więc no, padłam ofiarą blogerek urodowych.  Ustrojstwo to początkowo wydawało mi się strasznym badziewiem. Ale zużyję, co się ma zmarnować. I tak gdy zobaczyłam dno opakowania, zdałam sobie sprawę, że już niczym innym myć twarzy nie chcę. Ot, logika. Wpadłam w żałobę i trzeba było temu zaradzić!
                Do Berlina daleko, dodatkowo produkt już niedostępny w sprzedaży, a nawet gdyby – to pieruńsko drogi! 50zł bez promocji za parę pokruszonych orzechów?!
                Po przydługim wstępie – konkret – dzisiaj DIY! Podrabiamy Lusha po kosztach!

                Na około 100 gram pasty będziemy potrzebować:
✓50 gram całych migdałów
✓30 gram płatków owsianych (nawilżają, można z nich zrezygnować i dać więcej migdałów)
✓glinka (użyłam błękitnej)
✓oleje (ja użyłam lnianego, tamanu oraz z orzecha włoskiego)
opcjonalnie:
✓dowolne ekstrakty (użyłam z szałwii muszkatałowej, darkout)
✓5 gram masła kakaowego
✓olejki eteryczne (użyłam kilka kropli olejku lawendowego)
✓suszone płatki kwiatów (użyłam płatków lawendy oraz nagietka)
poza tym:
✓młynek do kawy/blender
✓pojemnik na gotową pastę
✓opcjonalnie waga jubilerska (ale możemy zrobić to spokojnie na oko)

Glinkę, oleje, masło, ekstrakty, suszone kwiaty - kupiłam na stronach e-naturalne oraz zrób sobie krem.

                Wykonanie jest banalne. Podałam gramaturę jedynie migdałów i płatków owsianych, ponieważ głównie od nich zależeć będzie objętość naszej pasty. Cała reszta wpływać będzie na jej konsystencję, którą można modyfikować od bardziej suchej (oryginalny Buche de noel) po bardziej mokrą, która docelowo była przeze mnie pożądana. Zaznaczam, iż nie jest to wierna kopia oryginału. Dla mnie Buche de noel miał kilka niedociągnięć, więc zapragnęłam zainspirować się nim - i zrobić coś lepszego. Przede wszystkim był właśnie zbyt suchy, przez co bardzo łamał się w dłoni i spadał z niej zamiast się rozpuszczać z wodą. Dodatkowo zależało mi na większym nawilżeniu, stąd płatki owsiane. Glinka oryginalnie to kaolin, czyli glinka biała, ale niebieski kolor bardzo poprawia mi humor ;) Najogólniej, jest to luźna wariacja na temat wszystkich dostępnych w LUSHu past do twarzy.

                A więc przystępujemy do działania!

1. Do blendera/młynka do kawy wrzucamy całe migdały. Mielimy je aż zobaczymy, że robią się delikatnie mokre. Puszczają wówczas olej.

2. Dodajemy płatki owsiane i również czekamy, aż konsystencja zrobi się delikatnie wilgotna. Można to poznać po tym, że zmielona masa przykleja się do ścianek blendera/młynka.

3.Dodajemy glinkę (w zależności od preferencji, ja wsypałam mniej więcej łyżkę stołową) oraz masło kakaowe. Miksujemy.

4. Teraz możemy wyjąć ostrza. Kolejna czynność przypomina wyrabianie ciasta. Masę wyrabiamy zdezynfekowaną wcześniej dłonią dodając przy tym ulubione olejki i ekstrakty do momentu, aż uzyskamy pożądaną konsystencję. Nie ma znaczenia czy będzie bardziej płynna czy bardziej łamliwa. Ja postawiłam na efekt pośredni.


5. Dodajemy płatki kwiatów i kilka kropel olejku eterycznego, wszystko łączymy i przekładamy do opakowania.

Et voila!

                Pasta wykonana dokładnie według tego przepisu ma właściwości myjące, oczyszczające, antyseptyczne oraz nawilżające. Glinka odpowiada za oczyszczanie twarzy, olej tamanu zadziała antyseptycznie, płatki owsiane mają bardzo dobre działanie nawilżające, dodałam również półprodukty wybielające. Uprzedzam pytanie – mimo niebieskiego koloru, pasta nie barwi twarzy.
                Sposób użycia: Urwać kawałek pasty, wewnątrz dłoni zmieszać ją z letnią wodą, rozprowadzić po twarz i zmyć. Można pozostawić na twarzy na dłuższy czas w formie maseczki.

                Ostatnio zrobiłam spore zakupy w e-naturalne oraz ZSK, więc będę teraz sporo kręcić własnych kosmetykó. Zrobiłam już serum do twarzy z właściwościami nawilżającymi oraz przeciwtrądzikowymi, w kolejce czeka balsam do zmywania makijażu, do którego zrobienia zainspirowała mnie Czarszka.
                Dajcie znać czy jesteście zainteresowani wpisami o własnoręcznie robionych kosmetykach oraz czy znaliście metodę mycia twarzy pastą migdałową?


                Jakie są wasze ulubione metody mycia twarzy oraz perełki spośród kosmetyków nietestowanych na zwierzętach? Kręcicie swoje kosmetyki?

Kręćcie i DIYujcie z tego wszyscy!

20 komentarzy:

  1. Bardzo chętnie przeczytam posty o samorobionych kosmetykach. Ja też czasem coś sama ukręcę ale jeszcze nie jestem zbyt biegła w tej kwestii :)

    Bardzo podobną pastę już kiedyś robiłam. Byłam z niej bardzo zadowolona, a pomysł zaczerpnęłam z bloga Zielony Koszyczek:

    http://www.zielonykoszyczek.pl/2012/02/domowej-roboty-migdaowy-krem-do-mycia.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również fajny przepis! Z tą pastą jest o tyle ciekawie, że można ją dowolnie modyfikować i w zasadzie za bazę uznać jedynie same migdały ;) U Ciebie wpadł mi oko przepis na masło do ciała :)

      Usuń
  2. Sama się skusiłam na pastę lusha herbalism też na bazie migdałów i sporo za nią zapłaciłam, ale póki co jej nie używam, nie mogę się przyzwyczaić do tego rozcieńczania pasty, ale może będzie jak u ciebie że mi się w końcu spodoba.
    Swoją drogą uwielbiam takie przepisy :D Z czego robisz serum przeciwtrądzikowe? :) Jak dla mnie możesz codziennie dodawać nowy post o domowych, wegańskich kosmetykach. Uważam, że za mało się słyszy o wegańskich kosmetykach diy, zwłaszcza że sporo przepisów zawiera miód / wosk pszczeli..
    Ja dzisiaj zamierzam zrobić balsam do ust, płyn dwufazowy do demakijażu, odżywkę do rzęs i mieszankę do ocm. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ze względu na konsystencję postanowiłam zrobić ją sama, zamiast inwestować w kolejną ;) Moja niebieska wersja ma ten plus, że w zasadzie od razu przy kontakcie z wodą się rozpuszcza, więc nie tracę czasu na mazianie tego przez pół godziny ;)
      Codziennie to może nie, ale postaram się w takim razie częściej wrzucać przepisy ;) i zacznę od serum, bo muszę wygrzebać kartkę ze sporządzonym przeze mnie przepisem, bo jako takiej relacji fotograficznej brak ;] Ogólnie to bazuje na ekstraktach z e-naturalne, bo teraz sobie je upodobałam ;)
      Ja chętnie zobaczę Twój przepis na balsam! :) Właśnie szkoda, że wiele DIY nie jest wegańskich, trzeba to zmienić! ;]

      Usuń
  3. Nie lubię kosmetyków LUSH :( Wiem, że grzeszę, ale tak strasznie mi nie pasują. Ale na taką pastę do mycia twarzy to się chyba skuszę :) A będzie dobra dla cery trądzikowej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. będzie bardzo dobra! robiłam ją pod siebie, a mi właśnie zależy na działaniu przeciwtrądzikowym i nawilżającym. Na trądzik skup się głównie na dodatkach w postaci glinki, oleju tamanu, oleju lnianego i aloesu :) LUSH ma specyficzne kosmetyki, więc spokojnie, masz rozgrzeszenie :D ja uwielbiam je od strony wizualnej <3

      Usuń
  4. Brzmi super, chyba sobie taką ukręcę tylko muszę dokupić parę rzeczy ;) Akurat z produktami do mycia twarzy mam problem, to może coś takiego u mnie się sprawdzi :)
    Jak najbardziej jestem zainteresowana postami o własnoręcznie robionych kosmetykach. Sama czasami coś tworzę, ale na razie tylko takie proste rzeczy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest bardzo delikatny, więc ryzyko ewentualnego podrażnienia jest minimalne :) Powodzenia w kręceniu! Koniecznie daj znać co z tego wyszło :)

      Usuń
  5. Zapraszam na nowy post, byłoby mi bardzo miło, gdybyś zajrzała ♥ Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. kosmetyki Lush przetestowałam i mnie nie zachwyciły. Ale Twoja pasta do mycia jest obłędna! Muszę sobie koniecznie zapisać przepis jako podstawę.

    Mi też czasami zdarzy mi się coś ukręcić, jednak ja najchętniej sięgam po gotowe zestawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, daj koniecznie znać jeśli zrobisz :)
      Lush ma różne kosmetyki, żaden jednak do tej pory nie zrobił na mnie porażającego wrażęnia. Poza jednymi perfumami, które przelotem wąchałam w Pradze, a gdy chciałam później kupić, to okazało się, że wycofali ;] Może to wina tego, że jak mogę coś lepiej i taniej - to robię sama ;)

      Usuń
  7. Ja słyszałam o naturalnych szamponach,które można "wyczarowac" samemu w domu...muszę spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, samemu tak naprawdę można wszystko :) A w czasach całej masy sklepów z półproduktami jest to wręcz banalnie proste, więc warto się pobawić :) Szczególnie, gdy jesteśmy wybrednymi konsumentami i chcemy mieć coś stworzonego idealnie dla siebie ;)

      Usuń
  8. czekam na więcej diy kosmetyków!

    OdpowiedzUsuń
  9. Probowalas czarnego mydla? Ja mam wersje oliwa z oliwek + olej rycynowy. Juz samo to smierdzi jak smar do samochodu, a jak jeszcze do malej porcji dolozylam ciut spiruliny to juz w ogole trudno wytrzymac ;)) Ale warto dla efektow. Sprobuj :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fantastycznie Ci wyszla! Kolor zdecydowanie na plus :) a sama paste mam z lush i bede robic swoja gdy sie skonczy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pralnio a jak to jest z kosmetykami Lass, czy naprawde sa tak weganskie jak sie o nich mowi? Przeglądając polskie i zagraniczne internety nie znalazłam zadnych narzekan na nich, ale ceny maja cos podejrzanie niskie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mniemam chodzi o Lush? :) są wegetariańskie i wegańskie, wegetariańskie zazwyczaj mają jakiś miód w składzie. Wiele osób raczej narzeka, że są wysokie ich ceny, aniżeli niskie ;) według mnie są średnie, marka przyciąga przez fajny marketing, mają lepsze i gorsze produkty :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...