Koloryzacja
włosów to coś, co obecnie jest bardzo szeroko i często stosowane. Niezależnie
czy korzystamy z usług fryzjera czy też robimy to w zaciszu domowym – możemy
natknąć się na firmy, które parają się wiwisekcją. A jako, że kolor włosów,
wbrew popularnej reklamówce, nie jest tego warty – to jak jednak znaleźć
alternatywę dla koloryzacji włosów bez udziału cierpienia zwierząt?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cruelty free na co dzień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cruelty free na co dzień. Pokaż wszystkie posty
16 marca 2014
14 stycznia 2014
Dlaczego nie lubię hodowli zwierząt rasowych?
Posypią
się dzisiaj na mnie gromy, jak zawsze, kiedy poruszam ten temat. Ale trudno,
nie o kwestii etycznej dzisiaj, a zdrowotnej – dlaczego nie popieram hodowli
zwierząt rasowych?
13 października 2012
Wyprawka cruelty-free
UWAGA! W dniu umieszczenia tego wpisu – 13 października 2012
– marki przedstawionych poniżej kosmetyków deklarowały, że nie testują produktu
końcowego jak i jego składników na zwierzętach.
Nie musi być to aktualne w momencie, w którym to czytasz – koniecznie sprawdź
przed zakupem listę marek testowanych bądź nietestowanych TUTAJ.
Jako,
że do spotkania członków organizacji ECEAE w Brukseli dotyczącego wiwisekcji
odliczać można już ostatnie dni, a duet Pralni próbuje się jakoś zmieścić w
jednej walizce i dwóch bagażach podręcznych, to do głowy przyszło nam, że to
świetna okazja, aby pokazać Wam, że można mieć całą kosmetyczkę cruelty-free!
Zrobiłyśmy mały napad na Rossmanna na ich mini serię produktów, korzystając z
faktu, że ten szczyci się od niedawna zaszczytnym miejscem na listach marek
nietestowanych na zwierzętach. Wiemy, że wiele z Was wciąż ma problem z
odnalezieniem nietestowanych produktów w sklepach, a chcemy Wam pokazać, że to
nic trudnego. Część kosmetyków jest dostępna bardzo dobrze w Polsce, część to nasze
zagraniczne wymysły, ale jako kategoria produktu nie jest to coś nie do
zastąpienia inną, polską marką.
Z
rzeczy pielęgnacyjnych mamy mini szampon i odżywkę Alterra, mini żel do higieny
intymnej Biały Jeleń (sprawdźcie przed zakupem produktów Biały Jeleń czy nie
zawiera Sodium Tallowatego – jest to tłuszcz zwierzęcy! W żelu do higieny
intymnej nie ma go, jednak w innych produktach może występować), Rossmannowskie
mini pianki do golenia, piankę do zmywania makijażu, piankę do mycia ciała dla
dzieci (czymkolwiek to się okaże), oliwkę dla dzieci. Również zawieruszył się
mały krem do rąk Kamill, mała buteleczka płynu micelarnego Bioderma,
własnoręcznie ukręcony olejek do oczyszczania twarzy olejami (OCM),
antyperspirant Soraya (zwykle polecamy ałun i wersje produktów bez aluminium,
jednakże w tym wypadku przeważyło małe, lekkie i plastikowe opakowanie, które
pewnie lepiej przeżyje podróż niż kryształ). Poza tym krem z witaminą C Avalon
Organics oraz filtr Kiss My Face SPF 30 (oba kupione na iherb.com > kod na
5$ bądź 10$ zniżki przy pierwszych zakupach: ZEW089). Warto też wspomnieć o płynie do soczewek kontaktowych Sauflon - z dostępnych informacji jest to marka zajmująca się higieną oka i nie testuje na zwierzętach.
Kosmetyki do makijażu to podkład
mineralny Meow i również mineralny róż Lily Lolo, do powiek baza Urban Decay
Original oraz miniaturka tuszu Urban Decay, paletka Sleek Darks, eyeliner z firmy Catrice. Kolejne kosmetyki to pomadka
Illamasqua, matowy błyszczyk NYX, fixer przedłużający makijaż Urban Decay All
Nighter, pędzle EcoTools, Real Techniques oraz E.L.F.
Oczywiście
nie jest to lista ostateczna, pewnie czegoś ubędzie bądź przybędzie. Już teraz
widzę, że nie została uwieczniona mini pasta do zębów Himalaya Herbals oraz
puder perłowy z Biochemii Urody. Dobry wybór lakieru do paznokci to China Glaze
bądź Bell, perfumy zaś „ze stajni” Dsquared2 (i nie omieszkamy odwiedzić
belgijskich niszowych perfumerii, w których czają się nietestowane na
zwierzętach zapachy, mamy nadzieję obwąchać porządnie perfumy Comme des
Garcons).
Powyższa
dokumentacja fotograficzna ma charakter poglądowy, mamy nadzieję, że
wizualizacja takiej przykładowej wyprawki podróżnej czy też codziennej
uzmysłowi Wam, jak łatwo jest posiadać w swojej łazience czy kosmetyczce (a
także w kuchni czy pod zlewem – to innym razem) produkty, przy których
produkcji nie ucierpiało żadne zwierzę.
Tymczasem
drukujemy bilety i lecimy do Belgii, mamy nadzieję, że te kilka dni będzie
owocne i wrócimy z wieściami, że droga do zaprzestania znęcania się nad
zwierzętami w laboratoriach niedługo się skróci. Mamy nadzieję, że obecni na
spotkaniu europosłowie zainteresują się tematem i w poszczególnych krajach
Europy będziemy mogli oczekiwać obostrzeń w zakresie tego okrutnego procederu.
5 stycznia 2012
Reakcje producentów na pytanie o testowanie na zwierzętach - czyli jak tu być klientem?
Witam wszystkich w roku 2012, miło mi, że mimo mojej niezbyt dużej aktywności, co trochę dochodzi nowy czytelnik i chcę czytać na tematy mniej lub bardziej przyjemne, z poszanowaniem zwierząt w tle.
Na początek roku pójdzie jednak dosyć specyficzny temat. Otóż poruszyć kwestię trzeba tego, jak firmy odnoszą się do testowania na zwierzętach, zarówno firmy będące na listach cruelty-free, jak i z nich perfidnie wyrzucone.
Reakcja nr I – EKOŚWIRY
Reakcja zasłyszana, wydarzyła się na serwisie aukcyjnym. Klientka chcąc się upewnić, że pędzel do golenia, który chciała zakupić w formie prezentu, jest ze syntetycznego włosia, dostała całkiem śmiałą, jak na starającą się sprzedać produkt osobę, odpowiedź, że myślała, iż ekolodzy wyginęli…
Reakcja nr 2 – OBURZENIE
Z dosyć w sumie zabawnej i mało profesjonalnej sytuacji, poruszmy kolejną. Otóż firmy, które deklarują bycie cruelty-free lub są na listach, warto czasem sprawdzić dla pewności bądź odświeżyć im pamięć. Bądź co bądź, rzadko kiedy bazujemy na rzetelnych danych, zazwyczaj staramy wierzyć na słowo. Mam dziwne wrażenie, że firmy, nie tylko kosmetyczne, uważają, że pytając je o nietestowanie, jesteśmy namolnymi dziadami, szukającymi dziury w całym, a nie konsumentem, który ma prawo zapytać o cokolwiek.
Z niemiłymi sytuacjami spotyka się środowisko osób nietestujących nagminnie. Dla przykładu, firma Ziaja, która oczywiście jest, według obecnej wiedzy cruelty-free, często czuje się znużona, musząc odpisywać klientom na pytanie o testowanie na zwierzętach. Prawdopodobnie czują się oburzeni, że ktoś im zarzuca takie bestialskie czyny –absolutnie rozumiem. Ale czyż prawem konsumenta nie jest pytać? A producenta miło odpowiadać, by zachęcić go do zakupu? Ziaja uważa, że nie musi udowadniać w kółko, że nie testuje, a wystarczyłaby odpowiednia deklaracja informująca rzetelnie na temat firmy, nikt wtedy nie pytałby się…
Na temat L’Occitane ostatnio pojawiło się wiele kontrowersji, gdyż firma wchodzi na rynek azjatycki, który w legendach ponoć wymaga testowania na zwierzętach WSZYSTKIEGO. Nie jest to takie pewne, gdyż są organizacje cruelty-free również w Azji, umieszczają na listach stricte azjatyckie marki, więc z pewnością proceder da się ominąć, aczkolwiek strach dopadł wszystkich miłośników L’Occitane, jak i Yves Rocher i innych firm, które planują wejść na rynek Azji. Ja skontaktowałam się z L’Occitane, zanim dostałam oficjalne oświadczenie w tej sprawie, oczywiście doświadczyłam niemiłego komentarza na temat tego, że nie będą wnikać w oskarżenia. Ale jakie oskarżenia?!
Ostatnia firma, o której chcę napisać, to produkty Dr. Ireny Eris, której bodajże przedstawicielka handlowa jest nad wyraz nerwową osobą. Przez długi czas, produkty Pani Eris były umieszczane na polskich listach, jako testowane, z tegoż powodu, gdyż nigdzie nie można było doszukać się deklaracji, że sprawdzają dostawców. Było to przykre dla wielu osób, gdyż firma prężnie się rozwija, jest polska, deklaruje prace nad różnego typu testami kosmetyków z wyłączeniem zwierząt, więc wszyscy załamywali ręce, że tej deklaracji nie ma.
Jednak pewnego pięknego dnia deklaracja się pojawiła, przedstawicielka firmy napisała do jednej z osób, które moderowały listę kosmetyków na forum wizaż.pl i powiedziała dosadnie, że kosmetyki nie mają nic wspólnego z testowaniem na zwierzętach. Wspaniała nowina, gdyby nie to, że zagrożono owej osobie wejście na drogę sądową, jeśli w określonym czasie nie wykreśli firmy z listy.
Zastanawia mnie więc jedno, czy firmy myślą, że naprawdę ktokolwiek, komu dobro zwierząt leży na sercu, cieszy się, że ma mniej produktów do wyboru? Czy wręcz przeciwnie? Takich historii jak powyżej, jest mnóstwo, nie wiem czy to zależy od tego, że akurat dzieją się na rynku polskim, gdzie niestety nie doświadczymy znanego z zachodu „szacunku do klienta”, gdzie klient faktycznie może prawie wszystko. Czy to może jakieś osobiste kwestie charakteru osób, z którymi przyszło wielu ludziom rozmawiać? Jedno jest pewne: kultura, szacunek i rzetelne odpowiedzi są lepsze niż jad i doszukiwanie się uszczypliwości. Klient ma prawo zapytać i otrzymać odpowiedź, przykro mi drodzy producenci. Ja nie jestem osobą pamiętliwą, ale wiem, że podejście do klienta jest tym, co dla wielu osób jest kluczowe przy zakupie. Gdy kogoś źle potraktowano – już tam często nie chce wracać…
Reakcja nr 3 – KŁAMSTWO
Chyba najgorszy przypadek, ze wszystkich, które opiszę. Firmy należące do dużych koncernów, jak np. L’Oreal (m.in. Garnier, Essie, The Body Shop, Vichy), z upodobaniem wmawiają klientom, że nie testują produktów na zwierzętach, tworzą o tym osobne strony, piszą newsy na FaceBooku, odpisują na maile. Gdzie kryje się haczyk? NIE TESTUJĄ PRODUKTÓW. Bo, uwaga, w Unii Europejskiej testowanie GOTOWEGO PRODUKTU jest niezgodne z prawem, więc ich poświęcenie, o którym tak szumnie mówią, jest wymagane przez prawo. Co do testów składników, sprawdzania zleceniodawców itp., oczywiście mają to głęboko gdzieś. Tego typu firmy były nawet zmuszane do płacenia grzywny za wprowadzanie klientów w błąd i zmienienie sposobu marketingu, który bazuje na oszustwie klienta.
Tym ich chytrym sposobem, wiele osób, z którymi rozmawiam z dumą pokazuje mi produkty L’Oreala, mówiąc, że używają właśnie ich, bo nietestowane, nie znając smutnej prawdy o tym, co tak naprawdę kryje się za tym słowem.
Wszystkie sytuacje dotyczą przede wszystkim jednego – jak bardzo konsument jest narażony na wszelkiego rodzaju sztuczki producentów, jak wielu rzeczy nie wie. Tu nie chodzi tylko o testowanie na zwierzętach, ale o składy, o prawdziwość słów i obietnic na opakowaniu, o pochodzenie składu. Stąd przede wszystkim doceniam te firmy, które starają się być szczere i wiarygodne w stosunku do klienta, w tych czasach to się ceni.
zdjęcie pochodzi z http://blog.maia-intelligence.com/2009/10/05/customer-analytics-in-retail/
Subskrybuj:
Posty (Atom)





