Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ust. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ust. Pokaż wszystkie posty

15 grudnia 2011

LUSH lip scrub "Sweet Lips" - czyli na ratunek ustom

                W takich chłodniejszych miesiącach doskwiera zazwyczaj masa problemów związanych ze stanem naszego ciała. Jednym z typowych jest przesuszenie ust, które czasem nawet krwawią. Na tysiące z reguły nic nie dających balsamów już znalazłam rozwiązanie, mianowicie balsam Nuxe, o którym można poczytać TUTAJ. Natomiast nie zawsze zdziała on cuda, szczególnie kiedy usta pokryte są sporą warstwą skórek.
                Produkt, który dzisiaj przedstawię, kupiłam dosyć spontanicznie w miesiącach wakacyjnych. Szczerze zaraz po zakupie byłam wściekła, gdy zdałam sobie sprawę, że zapłaciłam za cukier w słoiczku, omamiona przemiłymi sprzedawczyniami w urokliwej Pradze.
                Dziś mogę odpowiedzieć na pytanie, czy było warto kupić:


Lush
Sweet Lips
Lip Scrub
(lub z czeskiego: Peeling na rty)



Opakowanie: przezroczysty szklany słoiczek z plastikową nakrętką. Na każdej części mamy naklejki, gdzie znajdziemy nazwę produktu, skład, smak, sposób użycia, pojemność, oznaczenie, że produkt jest wegański oraz na spodzie naklejkę z graficznym przedstawieniem osoby, która nam stworzyła dokładnie ten produkt. Poza tą ostatnią, naklejki są raczej papierowe, ale cały czas można je odczytać. Naklejka z twarzą niestety szybko się starła, jednak jestem prawie pewna, że ów brunetka nazywała się Ania.



Pojemność to 25 mililitrów.



Zawiera wszystkie składniki wegańskie, skład jest bardzo krótki, doczytać można się o cukrze pudrze (?!) i  oleju jojoba
Skład:  Castor Sugar, Organic Jojoba Oil (Simmondsia chinensis), Vanilla Extract (Vanilla planifolia), Cocoa Absolute (Theobroma cacao), Tagetes Oil (Tagetes minuta), Flavour.



Zapach jest powodem, dla którego wybrałam akurat ten scrub, a nie najpopularniejczą gumę balonową. Zapach jest waniliowo-czekoladowy, jest bardzo przyjemny, słodki i chce się go zjeść. Ekspedientki zachęcały mnie do skosztowania peelingu już w sklepie.



Smak tak więc również jest przyjemny, jeśli ktoś lubi cukier. Smak peelingu zdecydowanie uprzyjemnia każde użytkowanie.

Kolor peelingu jest brązowawy, herbaciany.

Konsystencja niestety zmieniła się w moim skrubie od początku jego używania. Świeżo kupiony był suchy i sypki. Niestety skrub trzymałam w łazience i dostała się do niego wilgoć, kolor ściemniał a skrub stał gęstszy i zwarty. Nie przeszkadza to jednak w używaniu go.



Działanie: O ile w miesiącach letnich kompletnie nie doceniałam jego właściwości, odstawiłam na półkę i zapomniałam, o tyle gdy tylko na zewnątrz zrobiło się zimno, a w domach z powodu ogrzewania ciepło i sucho, odkryłam jego moc. Gdy konsystencja była sucha, aby lepiej trzymał się ust, nakładałam na nie obojętnie jaki balsam, wazelinę, olej (np. kokosowy) dla poślizgu. Gdy dostała się do niego wilgoć, jest to zbędne, gdyż trzyma się ust dosyć dobrze. W zależności od potrzeb i stanu ust, pocieram je przez kilkanaście-kilkadziesiąt sekund, do pozbycia się całego martwego naskórka. Sam w  sobie skrub raczej nie ma jakiś wybitnych właściwości nawilżających, więc można pozostałość zmyć bądź zjeść. Następnie nakładam balsam Nuxe. Tak zabieg zrobiony na noc sprawi, że rano usta są miękkie, zagojone i nawilżone i niestraszne im kolejne wahania temperatury i wilgoci. Stosowany codziennie sprawia, że naprawdę możemy zapomnieć albo chociaż zminimalizować do minimum problem pękających warg.

Cena:
w Czechach 220 Kč (koron czeskich, czyli ok. 40zł)
w Wielkiej Brytanii 4,95 £ (funtów brytyjskich, czyli ok. 25zł)
w Polsce, np. na Allegro ok. 44zł

Dostępność: Kraje i miasta, w których można stacjonarnie kupić produkty firmy Lush są do sprawdzenia na ich stronie internetowej http://lush.com/

Podsumowując, nie wiem czy drugi raz bym się skusiła kupić ten produkt za cenę czeską (do dziś dziwię się, że skusiłam się za pierwszym razem). Jednak uważam, że produkt jest niezwykle pomocny i przydatny, jeśli będę miała okazję kupić go za cenę brytyjską, pewnie to zrobię. Na pewno  jednak spróbuję stworzyć coś podobnego sama, jako, że przecież samodzielnie robione kosmetyki są czymś, co uwielbiam. 
Wydaje mi się również, że to dobry pomysł na prezent (w końcu grudzień, każdy szuka inspiracji) dla kogoś, z cyklu "wiem, że ktoś sam sobie nie kupi, ale sprawi mu to przyjemność, jak zostanie tym obdarowany".

24 września 2011

Nuxe - Reve de Miel - balsam do ust

                Za oknem ostatnie ciepłe i słoneczne dni, bądź co bądź powoli musimy godzić się z tym, że słoneczniej nie będzie. W związku z tym pojawią się typowe  jesienno-zimowe problemy związane z przesuszeniem, pękającym naskórkiem i pierzchnięciem.
                Dzisiaj chciałabym zaprezentować kosmetyk firmy NUXE, której polityka również mnie urzekła. Jest to francuskie laboratorium kosmetyczne, które działa z poszanowaniem natury. Opakowania nadają się recyklingu, nie używają składników pochodzenia zwierzęcego oraz nie posiadają olejów mineralnych czy barwników. Firma robi produkty naturalne i mimo, że robi „produkty apteczne”, to nie testuje na zwierzętach swoich składników.
                Powszechny problem zimą, to popękane, krwawiące usta, chyba każdy człowiek zna ten problem. Jest on wyjątkowo nieprzyjemny i niebezpieczny, gdyż otwarte rany w okolicach ust to świetna droga dla infekcji.
                Stąd człowiek kupuje mnóstwo balsamów do ust, jeden gorszy, drugi lepszy. Ja postanowiłam kupić coś porządnego, w nadziei, że raz na zawszę pozbędę się problemu.

NUXE
Reve de Miel
Baume Levres – Lip Balm
Czyli balsam do ust na bazie miodu.



Opakowanie jest formie szklanego słoiczka z plastikową, białą zakrętką. Bardzo minimalistyczne, na szkle znajdują się jedynie naklejki z krótkimi informacjami. Nie jest to najlepszy sposób przechowywania kosmetyku, szczególnie tak naturalnego jak balsam Nuxe, gdyż nabiera się produkt za pomocą palców. Opakowanie nadaje się do recyklingu.

Pojemność to aż 15 gram, jest to bardzo wydajny produkt, może używać go rodzina przez kilka miesięcy, a nie zostanie zużyta nawet połowa opakowania.



Zawiera niewiele składników, bazą jest miód, oprócz tego masło  Shea, oleje roślinne, esencję z grejpfruta i witaminę E – to wszystko.
Active Ingredients:
Acacia Honey 5%, Shea Butter 13%, Plant Oils (Chilean Rose, Sweet Almond) 9.5%, Grapefruit Essence 2.5%, Vitamin E 1%.
Inactive Ingredients:
Cera Alba (Beeswax), Butyrospermum Parkii (Shea Butter Fruit), Vegetable Oil, Lecithin, Behenoxy Dimethicone, Prunus Dulcis (Sweet Almond Oil), Mel (Honey), Dimethicone, Ethylhexyl Methoxycinnamate (Octinoxate), Citrus Grandis (Grapefruit Peel Oil), Caprylic/Capric Triglyceride, Hydrogenated Vegetable Oil, Limonene, Glycine Soja (Soybean Oil), Rosa Moschata (Rosa Moschata Oil), Tocopheryl Acetate, Tocopherol, Allantoin, Citrus Limonium (Lemon Peel Oil), Candelilla Cera (Candelilla Wax), Calendula Officinalis (Calendula Officinalis Flower Extract), Citral, Linalool.ip4.

Zapach jest naprawdę przyjemny, to cytrusy, czuć w nozdrzach grejpfruty.
Smaku jednakże nie posiada, co uznaję za zaletę, gdyż balsam może spełniać swoją rolę nawilżając usta, zamiast być zjadanym.



Konsystencja i kolor przypominają gęsty miód. Jest mocno zbity, dzięki czemu bardzo wydajny, gdyż delikatne dotknięcie balsamu wystarczy na pokrycie grubą warstwą sporej wielkości usta. Wyczuwalne po nałożeniu są lekkie grudki, które pod wpływem ciepła ciała się rozpuszczają, wcześniej jednak będą lekko złuszczać usta.

Działanie balsamu nie jest wymysłem, stosowany codziennie na noc bardzo poprawia stan warg. Raczej nie nadaję się pod pomadkę, jego konsystencja jest na to zbyt bogata. Jest niesamowicie wydajny, dzięki czemu jego dość wysoka cena, jak na kosmetyk tego typu, się zwraca. Podobne produkty typu Tisane kosztują ok. 12zł, ale wystarczają zaledwie na miesiąc. Wydaje mi się, że balsam Nuxe może wystarczyć na niecały rok częstego stosowania.

Cena to około 40zł za 15 gram.
Dostępny jest w aptekach sieciowych, aptekach lokalnych oraz aptekach internetowych w całej Polsce. 


P.S. Mam nadzieję, że te zdjęcia w trawie wynagrodzą moją depresyjną wizję zimy zapowiadanej na początku ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...